Wydrukuj tę stronę

Bóg, rodzina i biznes po chrześcijańsku

20 czerwca na warszawskim UKSW odbyło się forum „Wiara w Biznesie”, skupiające wielkich biznesmenów, pracodawców, szefów mediów, animatorów społecznych oraz artystów. Zgromadzili się wokół hasła „Jedność”, pod którym dodatkowo wybrzmiewało inne – „Jednoznaczność w działaniu”.

 

– Chrześcijański przedsiębiorca kieruje się wartościami, ale boi się do nich przyznać. Czego się boimy? Utraty tzw. wizerunku oraz otwarcia się na drugą osobę. Stąd tak często zakopujemy swój talent! – mówili twórcy „Wiary w Biznesie”, Tomasz Sztreker wraz z ojcem Wojciechem. Postanowili oni stworzyć przestrzeń spotkań dla przedsiębiorców, która ma ich łączyć i otwierać, zapewniać bezpieczeństwo i inicjować realizowanie wspólnych celów. Świat kusi do nieustannego podnoszenia wydajności, ludzi traktuje się zadaniowo, a i tak na wiele rzeczy brakuje czasu. Zjawisko to dotyka wszystkich, nawet księży i środowiska na wskroś duchowe, a co dopiero rodziny, w których rodzice starają się połączyć troskę o własny byt i rozwój – z podtrzymywaniem głębi relacji i odpowiedzialnym wychowaniem dzieci. Tym dylematom poświęcono jeden panel spotkania, w którym wystąpiły cztery małżeństwa: Krzysztof i Agnieszka Kinder (prowadzący jedną z największych w regionie kancelarii prawnych), Jan i Ewa Brodawka (właściciele hurtowni wędlin o światowym zasięgu dystrybucji), Władysław Prochera-Gans i Kornelia Gans (których firma dostarcza ziemniaki wielkim światowym koncernom), Arkadiusz i Danuta Łuszczki (właściciele firmy przodującej wśród producentów opakowań). Oto kilka myśli, którymi się podzielili:

 

Czy „z wiarą” da się być przedsiębiorcą?

Arkadiusz: – Kiedyś miałem dwa życiowe tory: rodzina i osobista prawość oraz firma i prawo biznesu. Rok temu poznałem przedsiębiorców łączących wiarę z życiem zawodowym. Zrozumiałem, że to jedyna droga do szczęścia i prawdziwej satysfakcji. Pewnego dnia wybrałem Boga na wspólnika firmy i – ku mojemu zdziwieniu – zmieniły się relacje wśród pracowników i z kontrahentami, a przez ten rok w moim życiu stało się więcej dobra niż przez 20 lat, w których wiara i firma żyły osobno. To, jak funkcjonujemy i co mówimy, oddziałuje na współpracowników. Dziś czuję, że właśnie w ten sposób wypełniam swoje powołanie do głoszenia Dobrej Nowiny.

 

Jak pracować, żeby nie zwariować?

- Zawsze kierować się dobrem drugiego człowieka – odpowiada Krzysztof. A Jan wyjaśnia: – Ja uczyłem się obserwując błędy innych. Znajomy robił wielkie interesy, większość czasu spędzał w rozjazdach, a w domu tylko się przebierał. Zastopował dopiero wtedy, gdy syn popełnił samobójstwo. Do dziś pamiętam jego słowa: „Janek, ja dzisiaj straciłem wszystko, straciłem... przez pieniądze”. I dodał: „One dawały mi jakąś taką negatywną siłę, że aż mnie nosiło. Nie daj się zniewolić!”. Tę radę wziąłem sobie głęboko do serca. Sam popełniłem wiele błędów: gdy firma dynamicznie się rozwijała – zaniedbywałem zadania męża i ojca, a z drugiej strony nęciły mnie perspektywy rozwoju i używania tego świata. Teraz ostrzegłbym młodych przedsiębiorców: uważajcie na pokusę szybkiego zysku i poświęcenia się mu. To niebezpieczne!

 

Jak połączyć bycie przedsiębiorcą i mężem?

– Kiedy odczytałem powołanie do bycia i mężem i przedsiębiorcą, musiałem to jakoś usystematyzować – mówi Arkadiusz. – Pierwsze miejsce w moim życiu zawsze zajmował Bóg, potem było małżeństwo, następnie dzieci i dopiero firma. To jest na świecie często pomieszane. Kiedy w małżeństwie jest jedność, to i dzieci będą szczęśliwe. Nie wyobrażam sobie też zajmowania się spokojnie firmą, gdy relacje w rodzinie są niepoukładane.

 

Jaką rolę spełnia rodzina na drodze wspólnego biznesu?

Władysław: – Rola rodziny jest nieoceniona. Problemem nas, mężczyzn jest to, że dość późno dojrzewamy do bycia mężami i ojcami. Dzielone trudności są lżejsze o połowę, a dzielona radość – podwójną. Rodzina jest tym, co pomaga przetrwać trudności. Kiedyś, podczas wspólnej modlitwy dostałem od Boga obietnicę: „Oto Ja czynię wszystko nowe” – i do dzisiaj to obserwuję. – Wielokrotnie doświadczyliśmy jak Bóg niesamowicie obdarowuje. Podobnie jak Abrahamowi, Bóg obiecuje życie w obfitości potomstwa i bogactw już tu, na ziemi! – mówi Kornelia. – W relacjach w domu i w firmie postawiliśmy na świętowanie. Chrzciny naszych dzieci trwały cały weekend! Ceremonia wzbogacona była o film pogłębiający wiedzę o tym sakramencie, aby każdy z gości mógł go odpowiednio docenić, oraz świecami, które goście własnoręcznie zdobili woskiem. Było też biesiadowanie, występy dzieci, śpiew, tańce. W tym roku w trzydziestą rocznicę ślubu zanieśliśmy na ołtarz specjalny akt, ustanawiający Pana Boga właścicielem nas samych, naszych dzieci, posiadłości, a nawet kredytów – i wspólnie z gośćmi ten moment świętowaliśmy. Wyszliśmy z roli właścicieli na rzecz zarządców. Teraz to Pan nas rozlicza i musimy działać ściśle według Jego prawa. Raz w roku mamy też firmowe święto wdzięczności. Zapraszamy pracowników z małżonkami, jest Eucharystia, posiłek, podziękowania, piosenki z własnymi tekstami o pracownikach i dużo śmiechu. To akcenty, które pozwalają doceniać każdą chwilę.

 

Jak dbać o jedność? Agnieszka:

– Bł. Matka Teresa z Kalkuty mawiała: „Aby lampa nie zgasła, trzeba stale dolewać oliwy”. Kiedy poświęcamy czemuś czas, to znaczy, że jest to ważne. W małżeństwie każda strona musi inicjować. Dla nas liczy się dialog i wspólna modlitwa, a mobilizuje nas do tego wspólnota Domowego Kościoła. Pan Bóg musi być naszą pierwszą miłością, natomiast małżeństwo – kamieniem węgielnym naszej rodziny. To, co możemy dać dzieciom, to dobre małżeństwo i modlitwa. Pracująca zawodowo kobieta cały czas stoi przed dylematem: ile czasu ma poświęcić na pracę, a ile na rodzinę. Te proporcje możemy dostrzec tylko na modlitwie.

 

Jak radzić sobie w trudnościach?

Problem czy kryzys trzeba obracać w korzyść. Danuta z Arkadiuszem mają piątkę dzieci, w tym jedno niepełnosprawne, które szczególnie scaliło ich rodzinę. Karierą Danuty jest bycie mamą. Udziela się społecznie, koordynując akcję Szlachetna Paczka. – Gdyby nie było jedności i szacunku między nami, nie byłoby naszego małżeństwa. A ja bez Arka nie mogę żyć, bardzo go kocham – wyjaśnia. Kornelia mówi, że gdy jest zbyt wiele wyzwań, z czegoś rezygnuje. To bolesne, ale warto zostawić coś na rzecz czegoś innego, co jest cenniejsze. Mówi: – Po urodzeniu drugiej córki zawiesiłam pracę zawodową, bo uznaliśmy, że moja obecność w domu jest tego warta. Za to gdy nasz młodszy syn miał dwa latka, założyliśmy z mężem firmę, a ja w domu mogłam mieć i kuchnię, i biuro. Innym wyzwaniem dla matki są choroby dzieci i nieprzespane noce. Nasza córeczka przez dłuższy czas bardzo chorowała i żaden lekarz nie był w stanie jej pomóc. W pewnym momencie odkryliśmy dietę św. Hildegardy z Bingen. Wprowadziliśmy głównie orkisz, koper włoski i inne zdrowe składniki. Dziecko wyszło z choroby, a i ja, odżywiając się w ten sposób, zostałam uwolniona z silnych alergii. To też okazało się moim rozwojem zawodowym, ponieważ zaczęliśmy przetwarzać orkisz, który sami hodujemy, aby pomóc tym, którzy są w potrzebie.

 

Jak budować firmę, małżeństwo i relacje z dziećmi?

Krzysztof: – Ostatnio dotarłem do badań, które wykazały, że jeśli małżeństwo przynajmniej raz w tygodniu uczestniczy w jakichś praktykach religijnych (np. katolicy w niedzielnej Mszy), to ryzyko rozwodu spada szesnastokrotnie. Jeżeli zaś małżeństwo uczestniczy w tych praktykach raz w tygodniu, a oprócz tego razem się modli, wówczas to ryzyko spada stusześćdziesięciokrotnie. Nawet jeśli nie rozmawiamy ze sobą dużo, ale spotykamy się z Panem Bogiem, to na wspólnej modlitwie mamy większe poczucie tego, że jesteśmy razem i idziemy w tym samym kierunku. Wtedy już Pan Bóg działa. Uważam, że to jest najprostsza gwarancja trwałości małżeństwa. Kosztuje czas, ale jest to czas najlepiej zainwestowany.

 

Jak chronić się przed powszechnym kryzysem rodziny?

Władysław: – Ojciec rodziny musi mieć, po pierwsze, pewne zasady i przekonania; po drugie – zaufanie do Boga, a po trzecie – odwagę, by działać zgodnie z nimi. Co do zasad: wchodząc w związek małżeński mieliśmy przekonanie, że nie ma czegoś takiego jak rozwód. Małżeństwo rozumieliśmy jako linę splecioną z trzech sznurów, którymi są: żona, mąż i Bóg. To znaczy, że można się niejako wpleść, podłączyć pod tę siłę, jaką daje obecność Boża. Zaufanie jest czymś niesamowitym, bo pomaga chwycić się obietnic Bożych. My, jako mężczyźni, jesteśmy odpowiedzialni w rodzinie za modlitwę i za to, ażebyśmy wskazywali na obietnice, które mamy w Piśmie świętym. Psalm 37 mówi: „Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał”. Wiele razy powierzałem Panu niezrozumiałe sytuacje i byłem świadkiem Jego interwencji. A na koniec potrzebne jest pewne działanie – zarówno w trudnościach, jak i wtedy, gdy pomnaża się radość. Kiedyś w naszym małżeństwie było trochę tarć. Raz w takiej sytuacji ukląkłem i zacząłem się modlić, bo zupełnie nie wiedziałem, co zrobić. Przyszło natchnienie: „Kup kwiaty”. Zrobiłem to pełen niepokoju, jak żona zareaguje. Ale ją już Pan Bóg w tym czasie przygotował, więc szybko się pogodziliśmy.

 

„Idź z tą siłą, jaką posiadasz”

– Te słowa usłyszał Gedeon, a są one skierowane dziś do każdego z nas – podsumował Tomasz Sztreker. – Dlatego nie traćmy czasu na niepotrzebne kłótnie i emocje. Skoncentrujmy się na budowie. Stwórzmy jedność w działaniu, razem budując i wspierając się, a także pomagając sobie wzajemnie. Budujmy nie na sobie, ale na Bogu. Nie bój się uwierzyć, zaufaj. Wielu już oddało Jemu swoje biznesy. Uwolnili się od tego, co ziemskie. W zamian dostali stokroć więcej, i to już tu i teraz. Jak to możliwe? Nie wiem. Ale tak jest. – Dodał też: – Jest jedna jedyna wartość, do której możemy odnosić wszystko, co robimy i kim jesteśmy. Na Nim możemy budować wszystko, co trwałe i potrzebne do prawdziwego szczęścia. Współczesny świat funduje nam błyskotki, aby zająć nas czymś na chwilę i podporządkować swojemu bóstwu, któremu na imię „pieniądz”. I trzeba przyznać, że robi to bardzo skutecznie, mieszając w głowach, promując zazdrość, strach i obawy; wmawiając, że podstawą naszego działania powinna być niezaspokojona chęć posiadania. Nie jest łatwo, ale musimy zdawać sobie sprawę, że to my decydujemy, kim jesteśmy i to my możemy zmienić otaczający nas świat. Pan Bóg, myśląc o nas, stworzył świat bardzo praktyczny, który daje nam schronienie i wyżywienie. Tak samo jest z wiarą, która porządkuje nasze wnętrze i otwiera na drugiego człowieka.

 

 

Szum z Nieba nr 130/2015

 

 

Zapraszamy do sięgnięcia po konferencję "Wolność finansowa" Jon i Evelyn Bean, w której autorzy dzielą się własnym doświadczeniem zastosowania reguł biblijnych w podejściu do finansów. Więcej tutaj!

 

 

 

 

 

(zamieszczono 2015-07-31)

Dział: Charyzmaty
Ostatnio zmieniany czwartek, 06 czerwiec 2019 12:27
Oceń ten artykuł
(0 głosów)