Wydrukuj tę stronę

Martwe chrześcijaństwo

Niestety, chrześcijaństwo wielu wiernych jest martwe. Abyśmy mogli dobrze ewangelizować, musimy poznać, na czym ta martwota polega. Pozwoli to nam nie głosić pobożnych ogólników, ale przepowiadać słowami konkretnymi, które poruszą naszych adresatów. Otóż są trzy sposoby przeżywania chrześcijaństwa martwego. Sposób pierwszy: chrześcijaństwo z tradycji. Sposób drugi: religijność chrześcijańska oparta na przepisach. Sposób trzeci: chrześcijaństwo dobrych uczynków.

 

Sposób pierwszy: chrześcijaństwo z tradycji. Polega ono na przyjęciu różnych zwyczajów, form liturgicznych, doktryny, formuł modlitw, instrukcji i urzędów, które kiedyś wyrosły z głębokiego doświadczenia wiary, a potem stały się jakby wiarą „zakonserwowaną”. Odchodzenie ludzi od praktyk religijnych i odpadanie od tradycyjnych Kościołów wskazuje, że taka wiara ludziom już nie wystarcza.

Sposób drugi: religijność chrześcijańska oparta na przepisach. Wielu wierzących ogranicza się do chrześcijaństwa wpojonego przez wychowanie. Wychowanie to jest konieczne, ale niesie ono ze sobą pokusę, aby spełniać wyłącznie swoje religijne „obowiązki”, odmawiać „obowiązkowe” modlitwy. Chrześcijaństwo staje się wtedy łatwo zbiorem kłopotliwych wymagań, a Boga sprowadza się do roli kogoś w rodzaju «niebieskiego nadzoru», wobec którego powołujemy się na spełnione obowiązki i doświadczenia. Z chwilą otrzymania jakiejś innej oferty życia sensownego, a zawierającego mniej „kłopotliwych wymagań”, odwracają się od Kościoła, a nawet od Boga. Dla wielu ludzi takie przeżywanie chrześcijaństwa to mało.

Sposób trzeci: chrześcijaństwo dobrych uczynków. Wielu ludzi nie przywiązuje dzisiaj żadnej wagi ani do tradycji, ani do spełniania formalnych obowiązków religijnych, z tym większą natomiast gorliwością praktykują czynną miłość bliźniego, angażując się w służbę społeczeństwu. Mówią oni tak: wystarczy być dobrym człowiekiem, a Kościół i jego nakazy są mi niepotrzebne. Biorę czynny udział w życiu społecznym, natomiast w gruncie rzeczy jest mi obojętne, w co i jak ludzie wierzą. Ludzie ci doświadczenie Boga uważają za rzecz szkodliwą, ponieważ ich zdaniem, skłania ono do akceptacji istniejących struktur w Kościele i społeczeństwie, a odciąga od walki o zmianę na lepsze.

Tekst jest skrótem z książki Odnowa w Duchu Świętym. Wdrożenie w podstawowe doświadczenie chrześcijańskie, Kraków 1997, s. 39-45.


Biblista z KUL-u, ks. prof. Józef Kudasiewicz, w taki sposób skomentował powyższy tekst:

Te trzy sposoby przeżywania chrześcijaństwa rozpowszechnione są również u nas w Polsce.
Chrześcijaństwo tradycyjne, które prowadzi do formalizmu i rutyny: owocem takiego chrześcijaństwa jest statyczno-statystyczny katolik, którego znaczenie też jest tylko statystyczne. W sytuacjach trudnych nie zdaje egzaminu.

Wielki kryzys przeżywa również chrześcijaństwo „nakazów i zakazów”. Polega on na eliminowaniu z życia „nakazów kłopotliwych” i trudnych (na przykład etyka małżeńska, aborcja). Jest to tzw. chrześcijaństwo selektywne: jestem katolikiem, „ale”… nie przyjmuję kościelnych norm pożycia małżeńskiego. Nie zdajemy sobie sprawy, ilu jest u nas takich chrześcijan.
Wreszcie maksyma: „Nieważne, w co kto wierzy, byle był dobrym człowiekiem” - też ma u nas wielu zwolenników.

 

 

Polecamy książkę "Godzina Ducha Świętego". Więcej - kliknij tutaj.

Dział: Dla wspólnot
Ostatnio zmieniany środa, 28 sierpień 2019 12:32
Oceń ten artykuł
(0 głosów)