Wydrukuj tę stronę

Ewangeliczna rewolucja

Dlaczego w kościołach świata cywilizacji zachodniej, na czele z Europą, coraz mniej osób, seminaria w większości krajów Starego Kontynentu świecą pustkami, a Kościół traci wpływ na życie społeczne? Tyle rekolekcji, ewangelizacji, świadectw, chrześcijańskich festiwali, nagrań i konferencji – i jesteśmy w odwrocie?

 

Skromny zakonnik stał się biskupem Rzymu i swoją postawą intryguje.

Minął tydzień, minął miesiąc, minęło sto pierwszych dni pontyfikatu Franciszka, mijają kolejne tygodnie, a tendencja w mediach, bynajmniej nie tylko polskich, jest niezmienna – stacje telewizyjne i radiowe, gazety i portale internetowe zwykle nieżyczliwe Kościołowi, chętnie i z wyraźną przychylnością piszą o tym, co robi Franciszek. Świadomie używam słowa „robi”, a nie „mówi”, bo to przede wszystkim gesty nowego papieża interesują tę część świata, która wydaje się daleka od Ewangelii Chrystusa. Skromny zakonnik stał się biskupem Rzymu i swoją postawą intryguje, prowokuje do pytań osoby zwykle niesłuchające głosu Kościoła. Jak możemy włączyć się w nurt głoszenia Jezusa pokazywany przez Franciszka?

 

Duch Święty, działający wśród biskupów, otworzył wierzących na nowe formy i sposoby mówienia o dobrym Bogu.

Jaką odnową dla Kościoła były inspiracje Soboru Watykańskiego II, wiem raczej z opowieści niż z własnego doświadczenia. Duch Święty, działający wśród biskupów, otworzył wierzących na nowe formy i sposoby mówienia o dobrym Bogu, który tak pokochał człowieka, że posłał mu na ratunek swojego Syna. W skali wielowiekowej historii Kościoła 50 lat od pamiętnego soboru to nadal krótka chwila. Rację mają zarówno ci, którzy wskazują na niepokojące zachłyśnięcie się odnową posoborową, prowadzącą do wielu nadużyć, jak i ci, którzy twierdzą, że daleko jeszcze nawet do mówienia, że większość postanowień soborowych została wprowadzona w życie. Zmiana się jednak dokonała. Eucharystię zazwyczaj sprawujemy w językach narodowych, katolicy zaangażowali się poważnie w ruch ekumeniczny, a ludzie Kościoła odważniej korzystają ze środków społecznego przekazu. Co szczególnie ważne, w ciągu tych kilkudziesięciu lat nastąpił wzrost znajomości Pisma świętego i świadomości co do konieczności czytania go przez wszystkich chrześcijan. Osób głęboko wierzących i oddanych całym sercem Bogu nie brakowało w Kościele przed i po Vaticunum II. Narracja ludzi Kościoła wyraźnie się jednak zmieniła – świętość jest dostępna dla wszystkich, zarówno świeckich, jak i duchownych, teologów jak i niewykształconych. Wszak każdy może sięgnąć do Słowa Boga i pytać, co On do niego mówi.

 

Myśl hippisowska odcisnęła znaczące piętno na zachodniej kulturze.

Tłem tego, co wydaje się drugą falą myśli ewangelizacyjnej, niech będzie najbardziej wyrazisty nurt społeczny ostatnich kilkudziesięcioleci przypadający akurat na pierwsze lata po zakończeniu Soboru Watykańskiego II – ruch hippisowski. Choć jego prawdziwy rozkwit trwał jedynie kilka lat, a wiele krajów, w tym Polska i reszta bloku sowieckiego, nie doświadczyło wstrząsu, jakim można określić przełom lat 60 i 70, myśl hippisowska odcisnęła znaczące piętno na zachodniej kulturze. Efektem jest wiele procesów, które cieszą – wzrost wolności wobec skostniałych struktur, swobody ekspresji, troski o ekologię i równość społeczną, ale i takich, które rozkładają zachodnią cywilizację od środka – relatywizm, odrzucenie wszelkich autorytetów i pustka moralna zagłuszana konsumpcjonizmem.

 

Współpraca między duchownymi i świeckimi nabrała nowego wymiaru.

Kultura hippisowska – barwna, żywa, superindywidualistyczna i antysystemowa, wydawałoby się zatem, że również z rysem antychrześcijańskim, stała się wyzwaniem, które Kościół podjął w powiewie Ducha Świętego. Mnóstwo nowych impulsów okazało się prawdziwie Bożym prowadzeniem, co potwierdzają ich dobre owoce. W oddalonych od Polski krańcach świata można odnaleźć obraz Jezusa Miłosiernego i przypomnienie, za pośrednictwem św. Faustyny Kowalskiej, o przebaczeniu i miłości stanowiących najsolidniejszy fundament odnowy Kościoła tych dziesięcioleci. Współpraca między duchownymi i świeckimi nabrała nowego wymiaru. Powstało wiele ruchów i wspólnot, w tym najbardziej wpływowe na poziomie Kościoła powszechnego ruchy Odnowy w Duchu Świętym i Neokatechumenatu, które odmieniły rozumienie wspólnoty. Kreatywni ludzie mediów chrześcijańskich pokazują, że nie są bez szans w promowaniu cywilizacji życia.

 

Pierwsi chrześcijanie nie zasłaniali się teoriami o wyższości jakości nad ilością, kiedy napotykali opór w głoszeniu Ewangelii.

Pozostaje tylko pytanie: Dlaczego w kościołach świata cywilizacji zachodniej, na czele z Europą, coraz mniej osób, seminaria w większości krajów Starego Kontynentu świecą pustkami, a Kościół traci wpływ na życie społeczne? Tyle rekolekcji, ewangelizacji, świadectw, chrześcijańskich festiwali, nagrań i konferencji – i jesteśmy w odwrocie? Jak wiemy, choćby z Dziejów Apostolskich, pierwsi chrześcijanie nie zasłaniali się teoriami o wyższości jakości nad ilością, kiedy napotykali opór w głoszeniu Ewangelii, ale próbowali opowiadać o Jezusie, by pozyskać ludzi dla Niego, i chlubili się, kiedy wspólnoty rosły w siłę, podając niekiedy konkretne liczby. Jeśli spalibyśmy spokojnie, ufając, że sprawy rozszerzania Królestwa Niebieskiego są świetnie prowadzone, musielibyśmy mieć oczy „szeroko zamknięte”. Stało się wiele dobrego w ostatnich dziesięcioleciach, ale przeciwnik Boga tym bardziej walczy o duszę człowieka. Zadał nam wiele ran i patrząc na owce, które odłączają się od stada, musimy bardzo gorliwie modlić się o światło, by je przyprowadzić do Pasterza i działać w twórczy sposób, jak nas Duch będzie prowadził.

 

Rewolucja obyczajowa zmieniła świat, ale poniosła porażkę.

Kiedy w czasie swoich studiów mieszkałem w Kalifornii, miałem okazję spotkać osoby aktywnie uczestniczące w rewolucji hippisowskiej końcówki lat ‘60. Myśleli wtedy, że poruszyli świat w posadach. Szarej rzeczywistości po II wojnie światowej przeciwstawili wolność, miłość, pacyfizm ubrane w barwne szaty. Młodzieńczym zapałem i fantazją zbuntowali się przeciwko status quo klasy średniej. Po kilkudziesięciu latach wiedzieli, że przegrali – prowadzą styl życia, przeciwko któremu się buntowali. Mają dom z ogródkiem, dwa samochody, a resztki buntu wyznaczają zakupy w sklepie ze zdrową żywnością, a od czasu do czasu pikieta przeciwko kolejnej interwencji wojsk międzynarodowych. Ta rewolucja obyczajowa zmieniła świat, ale poniosła porażkę. Ludzie Kościoła nauczyli się być w dialogu z kolorowymi „odmieńcami”. W Polsce także znaleźli się niesamowici świadkowie Ewangelii, wspaniale głoszący Jezusa wśród podobnie indywidualistycznej subkultury punkowej czy metalowej, zbuntowanych czy uzależnionych.

 

Oto nadchodzi, owszem już jest, pokolenie, które wymaga nowej narracji w głoszeniu Chrystusa.

Po cichu jednak, szybciej ze względu na zmiany społeczne w Polsce po 1989 roku, nastąpiło nowe przesunięcie akcentów w euroatlantyckiej kulturze. Oto tymi, do których nie wiemy, jak mówić, są młodzi pochłonięci przez świat wirtualny równie mocno, co ten realny. Oto tracimy kontakt z „nowoczesną” klasą średnią, zapracowaną w korporacjach czy własnym biznesie. To nie są alkoholicy ani narkomani, to nie są ludzie, którzy mają poczucie, że się gubią. Rozmijają się z Kościołem, bo nie rozumieją języka, zrozumiałego jeszcze dwadzieścia lat temu. Pytają: Bóg mnie kocha? Czy kocha tak jak mój ojciec, który cały czas był w pracy, ale dawał mi nowoczesne gadżety? Nie rozumiem, co to znaczy, że Jezus kocha, a na nowego iPhona zarobię sam. Wydaje im się, że nie potrzebują Kościoła. Nie są antychrześcijańscy. Są obojętni. Często uznają wartość duchowości. Może być nieco z buddyzmu, mądrości konfucjańskiej albo też przypowieść Jezusa. Identyfikować się z jakimś konkretnym wyznaniem czy religią? Nie, to zbyt wiele! Lepsza jest neutralność, luz, dystans. Oto nadchodzi, owszem już jest, pokolenie, które wymaga nowej narracji w głoszeniu Chrystusa. Jeśli nam na nich zależy, Duch nam podpowie, co robić.

 

Miejsce kolorowych ozdób hippisów zajęły garnitury lub bure bluzy z kapturem

Przemianę w duchu cywilizacji zachodniej najlepiej widać w zewnętrznych znakach rewolucji XXI wieku. Miejsce kolorowych ozdób hippisów zajęły garnitury lub bure bluzy z kapturem. Uśmiechnięte twarze zostały zastąpione przez maski Guy Fawkesa, znak protestów tak różnych, jak walka z kościołem scjentologicznym w USA, wystąpienia przeciwko ustawie ACTA – cenzurze w Internecie w Polsce czy sprzeciw wobec dyktatorskich rządów w czasie Arabskiej Wiosny. Silnie podkreślany indywidualizm, barwność osobowości i swobodę bycia sobą zastąpiła anonimowość. Ci sami ludzie, którzy nauczyli się być anonimowymi w sieci, anonimowo wyrażają siebie. Nie rozumieją też języka Kościoła, nie rozumieją wspólnoty (bo przecież spędzali czas przed monitorem komputera, a nie na podwórku) i obsesyjnie boją się utraty wolności wyboru. Sam wielokrotnie zadawałem sobie pytanie: jakim językiem do nich mówić? Pojawił się jednak papież Franciszek. Przez niego Bóg daje nowy impuls wspólnocie wierzących – nie trzeba pytać jak MÓWIĆ, ale jak POKAZAĆ. Z każdym rokiem coraz więcej tych, którzy nie reagują na słowa, bo zostali wychowani na teledyskach, filmikach i obrazkach w Internecie. To nie najmłodsi jedynie – ja sam wracając ze szkoły, dzień w dzień włączałem telewizję muzyczną, karmiąc się szybko zmieniającymi się obrazkami, a przecież czterdziestka już mi zagląda przez ramię. To pokolenie, coraz bardziej dominujące w społeczeństwach kultury zachodniej, ma trudność z przyjęciem słowa, choćby najbardziej kojącego i prawdziwego, o tym, że Bóg kocha. Reaguje natomiast na obrazy, gesty, symbole. One dopiero poruszają je i dotykają do głębi.

 

Przykładem niezrozumiałego do końca, ale ewangelizacyjnego „działa” jest bible-ing

Jak jednak przekłada się to na ewangelizację? Zrezygnować z tego, co wypracowane? Pod żadnym pozorem, nie! Nurty przenikają się i, nie zaniedbując tego, co mamy, szukajmy z niepokojem zagubionych dusz, nowych form opowiadania o Jezusie. Przykładem FaceBóg, projekt chrześcijan w sieci Piotra Żyłki i portalu Deon, gdzie krótkie formy głoszenia słowa są rozsyłane na portalu społecznościowym przez tysiące internautów. Innym przykładem niezrozumiałego do końca, ale ewangelizacyjnego „działa” jest bible-ing, zapoczątkowany przez Pawła Rakowskiego SJ. W ciągu kilku miesięcy akcja rozszerzyła się na wiele miast Polski – młodzi ludzie czytają Pismo święte w miejscach publicznych w całkowitej ciszy. Nikogo nie zaczepiają, nikogo do niczego nie przymuszają, nie rozmawiają z nikim poza tymi, którzy sami podejdą i zainteresują się, o co chodzi. Byłem z młodzieżą na bible-ingu w Warszawie, Gdańsku i Sopocie – nie rozumiem jeszcze, dlaczego takie gesty robią wrażenie w dzisiejszym świecie, podobnie jak nieskutecznie próbuję w pełni ogarnąć fenomen impulsu płynącego z Watykanu. Może słów pada zbyt wiele i zagubiliśmy się, nie wiedząc, w które mamy wierzyć?

 

Na naszych oczach dzieje się ewangeliczna rewolucja, w której Duch Święty prowadzi Kościół ku odpowiedzi na potrzeby naszych czasów.

Możemy złościć się na to, że media skupiają się na tym, co papież zrobił albo czego nie zrobił, nie wchodząc w głębię jego słów. Pasterz Rzymu zdaje się nie mieć tego nikomu za złe – pozostaje sobą, bo właśnie jego gesty, prostota wyrazu i bezpośredniość przemawiają do serc ludzi najmocniej. Na naszych oczach dzieje się ewangeliczna rewolucja, w której Duch Święty prowadzi Kościół ku odpowiedzi na potrzeby naszych czasów. W jakim kierunku pójdzie ewangelizacja XXI wieku? Możemy dość śmiało zgadywać, że będzie musiała opierać się na trzech filarach: zaproszeniu do wspólnoty, która nie będzie anonimowa (i która da potrzebną przestrzeń wolności), używaniu coraz odważniej języka gestów i obrazów w miejsce mądrych, ale trudnych do zrozumienia słów, prostocie wyrazu, ubóstwie, autentyczności, w której podstawową rolę będzie grał przykład osobisty.

 

Jesteśmy świadkami nowego rozdziału w rozumieniu Kościoła bliskiego ludziom.

Za wcześnie na wnioski, ale zgaduję, że jesteśmy świadkami nowego rozdziału w rozumieniu Kościoła bliskiego ludziom. To, co pokazuje papież-jezuita, może być przełomem na miarę tego sprzed pięćdziesięciu lat, szczególnym powiewem Ducha Świętego danego umęczonemu światu. Kiedy patrzyłem na Franciszka, gdy w Wielki Czwartek obmywał młodocianym przestępcom nogi, nie musiałem słyszeć go mówiącego, że Bóg kocha tych ludzi. Całym sobą, pokazał, że ich kocha – on sam, człowiek słaby jak oni. Nic nie musiał dopowiadać, bo nasuwa się pytanie: Kim więc musi być Ten, w którego on wierzy i który daje mu taką siłę?!

 

O. Piotr Kropisz SJ jest duszpasterzem studentów i opiekunem Katolickiej Akademickiej Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym „Efraim” w Gdańsku.

 

Szum z Nieba nr 119/2013

 

 

 

 

 

Zachęcamy do zainteresowania pozycjami - Matka Boża Uwalniająca Ingi Pozorskiej oraz Rozeznawanie duchowe MP3 - więcej tutaj!

 

 

 

 

 

(zamieszczono 2013-10-04)

Ostatnio zmieniany sobota, 05 październik 2019 12:27
Oceń ten artykuł
(0 głosów)