Wydrukuj tę stronę

Rekolekcje z mieczem

Dookoła mnie siedzą sami mężczyźni. Przed chwilą rozpoczęły się rekolekcje. Warunkiem uczestnictwa w nich było podpisanie oświadczenia, że bierzemy na siebie odpowiedzialność za ewentualne uszkodzenia ciała. Podpisywaliśmy je z lekkim drżeniem dłoni... Nieśmiało pytam, czy będzie podstawiona karetka, tak na wszelki wypadek? Prowadzący rekolekcje dobywa z pochwy duży, obosieczny miecz. Metal połyskuje zimno. Za plecami słyszę pytanie: „Masz spisany testament?”.

 

Co tu jest grane?

Uczestniczyliśmy w wyjątkowej formacji prowadzonej przy kościele jezuitów w Łodzi, przez dwóch wojowników Jezusa Chrystusa – Jarosława Dobrzyńskiego i Przemysława Sułkowskiego. Rekolekcje zakotwiczone w Starym i Nowym Testamencie, skierowane były wyłącznie do mężczyzn. Prowadzone przez Jarka konferencyjne prezentacje miały nas pobudzić do zdecydowanego opowiedzenia się po stronie Boga. A do tego potrzebna jest odwaga. Jedynie wojownik, który ma świadomość tego, że jest synem Boga – co oznacza, że ma takie cechy jak jego Ojciec – jest w stanie podjąć walkę we współczesnym świecie i kształtować ten świat, współdziałając z Ojcem. Celem rekolekcji było więc zachęcenie mężczyzn do przyjęcia swojej roli, poczucia własnej godności oraz wskazanie na męstwo, niezłomność i waleczność, których źródłem zawsze jest Bóg. A także uświadomieni sobie, że najtrudniejszym przeciwnikiem dla mężczyzny jest... on sam. Dopiero tak przygotowany wojownik może być prawdziwą podporą dla swoich najbliższych. 
          

W pojedynkach na piankowe miecze mogliśmy namacalnie doświadczyć tego, czym jest walka duchowa. To był prawdziwy trening. Wprowadzani byliśmy w konkretne sytuacje walk na miecze, a w ten sposób otrzymywaliśmy obraz tego, co rozgrywa się w rzeczywistości duchowej naszych serc. Przemek inscenizował kolejne scenki, następnie my ćwiczyliśmy parami lub w grupach, a omawialiśmy już wspólnie. Najważniejsze było, aby doświadczenie pojedynku umieć później przełożyć na rzeczywistość walki duchowej.

 

Poruszenia serca

Nie zapomnę pewnego ćwiczenia – byliśmy po dwóch przywiązani do siebie sznurkiem, a obok stał „oprawca“, którego zadaniem było okładać nas mieczem. W pierwszym wariancie mieliśmy walczyć sami ze sobą. Wyraźnie było widać, że w tej sytuacji „oprawca“ (czyli zło), niewiele musiał ingerować w naszą sprzeczkę. Obserwując naszą bezsensowną walkę (byliśmy zbyt blisko siebie), miał „ubaw po pachy“. Jedynie od czasu do czasu wymierzał nam cios, bo my niszczyliśmy się sami. Natomiast sytuacja radykalnie się zmieniła, gdy w drugim wariancie zgodnie odpieraliśmy jego atak. Bał się podejść – było przecież dwóch na jednego. W tym ćwiczeniu mogliśmy docenić skarb, jakim jest dla nas wspólnota.

 

Ciekawym doświadczeniem była walka na polu wyłożonym kartkami. Ich nadepnięcie skutkowało natychmiastową koniecznością siadania na podłodze, co obrazowało upadek człowieka. Znamienny był fakt, że gdy ktoś zaczynał się podnosić z upadku – wtedy zło ze zwiększoną zaciekłością atakowało siedzącego, by ten nie mógł powstać. Samo życie – tak wygląda nieustanna walka o nasze serca.

 

Cenne było ćwiczenie, w którym każdy z nas osobno musiał przedostać się na drugą stronę sali, przedzierając się przez zaporę stworzonę przez trzech bezlitosnych „oprawców“. Przekonaliśmy się, że nie było sensu wdawać się w żadne bijatyki, bo przy tej przewadze zła zawsze byliśmy na straconej pozycji. Jedyną skuteczną taktyką było unikanie prześladowców i jak najszybsze dotarcie do celu.
Większość ćwiczeń oparta była nie tyle na umiejętnym okładaniu się mieczami, co na opracowaniu odpowiedniej strategii, zapewniającej ochronę przed zebraniem lania a w rezultacie – zwycięstwo nad złem. Jednak nie zawsze nam się to udawało...

 

Przekraczanie siebie

W tym rekolekcyjnym „stawaniu się“ wojownikiem bardzo pomocna była formuła walki z przeciwnikiem. Niektórzy z nas po raz pierwszy w życiu doświadczyli osobistej konfrontacji z bezpośrednim zagrożeniem. Najbardziej było to widoczne w zaciętych minach i w przesadnym używaniu siły. Przełamywanie strachu, wewnętrznych barier, przesadnej troski o swoje bezpieczeństwo – sprawiało, że coraz bardziej czuliśmy się wojownikami. Widać było, że Pan nam błogosławi, obdarza wewnętrznym pokojem i odwagą, nawet w przyznawaniu się publicznie do swoich słabości. To było prawdziwe męstwo, które przełoży się w przyszłości na walkę duchową. Wierzymy, że z Bożą siłą – na walkę zwycięską.

 

Mam nadzieję, że skutki uboczne tych rekolekcji – siniaki, stłuczenia, opuchlizny, otarcia i wybicia – będą nam skutecznie przypominały o niewątpliwych owocach duchowych tego czasu. I życzę nam wszystkim, by walka duchowa, w której każdy z nas uczestniczy, czy tego chce czy nie – była całkowitym wpisaniem się w zwycięstwo dokonane przez Chrystusa na krzyżu.

 

 

   Szum z Nieba nr 104/2011

 

Rewelacyjnym podręcznikiem, który pokazuje jak walczyć i zwyciężać na polu duchowym jest podręcznik do nauki rozeznawania pt. "Śladami Ducha" o. Józefa Kozłowskiego SJ.

Więcej - kliknij tutaj.

Ostatnio zmieniany piątek, 27 wrzesień 2019 14:53
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Artykuły powiązane