Wydrukuj tę stronę

Rodzinne ewangelizowanie

Adam i Bogusia poznali się w zespole „Mocni w Duchu”. Do dziś w nim posługują, mimo że teraz są rodzicami trójki małych rozrabiaków. Kiedy na nich patrzę, rozumiem, jak wiele dobra Bóg może uczynić przez dwoje ludzi, którzy oddali Mu swoje życie i siebie do dyspozycji. 

 

Kiedy poznałam Adasia, tak mnie zachwycił swoją grą na gitarze basowej, że opowiadałam o nim nawet w pracy (robiłam to z taką pasją, że mój kolega podarował później podobną gitarę zespołowi). Bogusia z kolei to piękna, radosna dziewczyna, która na początku wszystkiemu się dziwiła, ale w uroczy i zabawny sposób. Pamiętam, jak rodziła się ich miłość. To była jesień 2000 r., Jedlin Zdrój (zespół posługiwał podczas Dni Elżbietańskich). Powiedziałam wtedy do Moniki, mamy Bogusi: – Oho, już masz zięcia. Niecałe dwa lata później, 29 czerwca 2002 r. wzięli ślub, a ja bawiłam się na ich weselu.

 

Potem były wspólne wyjazdy na ewangelizacje. Bogusia śpiewała i czasem grała na harmonijce ustnej lub tamburynie. Adaś – na gitarze, ale gdy była taka potrzeba, śpiewał lub pakował książki do dystrybucji. Obecnie Adam posługuje i jest zatrudniony w Ośrodku Odnowy w Duchu Świętym.

 

W tym czasie rodziły się ich dzieci: Gabryś, Michałek i najmłodsza Marysia. Najlepiej zapamiętałam okoliczności przyjścia na świat Marysi. Posługiwaliśmy wtedy z zespołem w Głownie. Bogusia leżała w szpitalu, długo czekając na narodziny córeczki. Adam po każdej Mszy św. wychodził przed kościół i dzwonił do żony – w pełnej gotowości, by w każdej chwili pojechać do szpitala na wspólny poród. Urzekła mnie ta ich dyspozycyjność – przecież taki sposób życia i posługiwania jest świadomym wyborem ich obojga.

 

Gdy Adam jest w rozjazdach z zespołem – Bogusia zajmuje się dziećmi w domu. Gdyby nie wspierała swojego męża w tym, co on robi, na pewno nie dałby rady tak pracować. Kiedy pytam Adama, czy przy trójce dzieci się wysypia, odpowiada z uśmiechem: – Życie nie polega na tym, żeby się wysypiać. Zawsze jest pełen humoru i pomaga innym, mimo że sam jest zmęczony. Na pewno nie jest mu też łatwo z jednej pensji utrzymać pięcioosobową rodzinę. Nigdy jednak nie słyszałam, aby na coś narzekał. 

 

Pamiętam ich ubiegłoroczny wspólny wyjazd do Gdyni na posługę u oo. Jezuitów. Pojechali z zespołem oboje, zabierając ze sobą Gabrysia i Marysię, Michałka zostawiając w domu z babcią. Widziałam radość Bogusi, że znowu może włączyć się w ewangelizację, choćby poprzez świadectwo. Marysia nie za bardzo dała mamie pośpiewać – to ona śpiewała w wózeczku. Gabryś z kolei był wyjątkowo grzeczny i rozczulał wszystkich swoimi opowieściami. 

 

Przed wyjazdem Adama z zespołem do USA i Kanady, zapytałam go: – To będzie twoje najdłuższe rozstanie z rodziną, trzy tygodnie. Jak sobie poradzicie? Adam odpowiedział krótko: – Modlę się za ten wyjazd i proszę, żebyś i Ty się modliła. I chociaż zewnętrznie Adam nie przypomina „strongmana” – dla mnie jest wielkim siłaczem, który swoją postawą wspiera innych. Bogusia natomiast jako matka i żona przypomina mi kobiety z Ewangelii. Według mnie, ich oboje najlepiej opisują słowa św. Augustyna z Hippony: „Każdy normalny człowiek pragnie szczęścia i musi istnieć jakieś szczęście dla wszystkich. Tym szczęściem jest Bóg”.

 

Pozwólcie teraz, że oddam głos Bogusi i Adasiowi:

– Jak rozumiecie swoją posługę w zespole „Mocni w Duchu”?

Adam: Posługa jest dla mnie przestrzenią, w której dzielę się moją wiarą i darami, jakie otrzymałem od Boga. Jednocześnie mogę rozwijać i uprawiać to, co jest moją pasją – muzykę. Jest to też moja droga wiary, na której wciąż odkrywam Boga przez to, że uczestniczę w Jego dziełach. Ojciec Józef Kozłowski SJ, nasz pierwszy duszpasterz, często podkreślał, jak ważne jest, aby nie być biernym w wierze. W zespole nie ma na to miejsca.

Bogusia: Ja zajmuję się przede wszystkim dziećmi i trochę ubolewam nad tym, że nie mogę brać udziału w ewangelizacji z zespołem tak jak dawniej. Jednak bardzo się cieszę, że mogę być w jedności z nim poprzez obecność na niektórych próbach, a także poprzez posługę graficzną przy tworzeniu okładek na płyty i plakatów. Czuję wtedy, że ciągle jestem w zespole. Modlę się też za jego posługę, staram się brać w niej udział duchowo. Pomaga mi, gdy Adam na bieżąco relacjonuje mi przez telefon, co się dzieje na ewangelizacji.

– A jak sobie radzisz, zostając w domu z trójką dzieci, kiedy Adam posługuje na wyjeździe?

Bogusia: Każde rozstanie jest trudne. Muszę przestawiać się psychicznie – przez tydzień jesteśmy osobno, przez tydzień razem, potem znowu osobno. Przy dzieciach pomaga mi mama. Każdy dzień niesie ze sobą wysiłek, w końcu mamy trójkę dzieci. Jednak Adam w trudnych sytuacjach powtarza: – Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Przecież każdy musi ponosić trudy w życiu. A ja nie zamieniłabym się z nikim.

– Adam, a jak Ty sobie radzisz, kiedy żona z dziećmi zostaje w domu?

Adam: Ja sobie nie radzę – to Pan Bóg sobie radzi. On w przeciwieństwie do mnie może być jednocześnie na rekolekcjach (np. w Nowym Jorku) i w domu z moją rodziną. Takie jest moje podejście do tej kwestii – Pan Bóg naprawdę się troszczy! Owszem, czasem, kiedy jestem z zespołem na posłudze w innym mieście i widzę rodziny z dziećmi, które przychodzą na niedzielną Mszę, a potem jedzą razem obiad i idą na spacer, by świętować niedzielę, a moja rodzina nie jest w komplecie – wtedy brakuje mi „normalnego” trybu życia. Można powiedzieć, że jest to pewna ofiara, jaką wspólnie ponosimy. Ale radość dzieci, kiedy tata wraca do domu – rekompensuje wszystko! A kiedy mam trudne momenty związane z częstymi wyjazdami, odpowiadam sobie na proste pytanie: – Czy Pan Bóg powołuje mnie do życia w rodzinie (ta kwestia nigdy nie podlega dyskusji) i jednocześnie do posługi z zespołem „Mocni w Duchu”? Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to znaczy, że da się to połączyć. I tak się rzeczywiście dzieje.

– Co jest dla Was ważne w życiu?

Adam: Aby być na właściwym miejscu i nie rozmijać się nigdy z wolą Bożą. Jesteśmy przekonani, że nawet gdyby spełniły się nasze najskrytsze plany i marzenia – a nie byłyby one z Jego ręki – nie bylibyśmy szczęśliwi.

Bogusia: Ważne, że poprzez zespół mamy stałą łączność i wsparcie od osób, które są ludźmi wiary. Dodają nam odwagi w podejmowaniu woli Bożej, możemy liczyć na ich modlitwę.

– A jak widzicie swoją posługę za parę lat?

Adam: Nie wybiegamy tak daleko do przodu. Myślę, że gdybyśmy usilnie chcieli odpowiedzieć na to pytanie – za kilka lat nieźle byśmy się ubawili, czytając ten artykuł o naszych pomysłach na przyszłość. Pan Bóg zawsze przerasta nasze wyobrażenia, a my chcemy być tymi, o których nikt nie wie, dokąd pójdą za Jego wolą.

– Czy jesteście szczęśliwi?

Bogusia: Jesteśmy szczęśliwi, że ponad 10 lat temu trafiliśmy do zespołu „Mocni w Duchu”. Każdego z nas z osobna przyjął i obdarzył zaufaniem o. Józef Kozłowski SJ. Tutaj odbyło się nasze pierwsze nawrócenie i dalszy wzrost w wierze. Poznaliśmy się, pokochaliśmy i pobraliśmy wśród przyjaciół w Panu. W tej atmosferze wzrastają teraz nasze dzieci. Jak się okazuje, ewangelizacja z zespołem to dla nas nie tylko posługa, ale i pewien styl życia, przez który Bóg daje nam prawdziwe szczęście. 

 

 
Image© Szum z Nieba nr 92/2009

Image

 

W tym temacie polecamy książkę o współpracy z Duchem Świętym. Więcej - kliknij tutaj.

 

Ostatnio zmieniany czwartek, 26 wrzesień 2019 11:08
Oceń ten artykuł
(0 głosów)