Wydrukuj tę stronę

Kiedy małżeństwo jest nieważnie zawarte

Nieraz słyszymy „Otrzymałam/otrzymałem orzeczenie o nieważności mojego małżeństwa”. A co to znaczy? Czy małżeństwo może być „nieważne”? Co może być przesłanką do takiego stwierdzenia? Kto o tym decyduje? To tylko niektóre pytania, które mogą się pojawiać w tym kontekście. Małżeństwo jest sakramentem, znakiem, przez który Bóg wkracza we wspólne życie kobiety i mężczyzny. Posługuje się On widocznymi znakami, by obdarzyć małżonków swoją łaską. Uczestnicząc w uroczystości zaślubin, jesteśmy świadkami przysięgi, nałożenia obrączek, uroczystego błogosławieństwa.

 

Jednak, by te widoczne znaki nabrały sakramentalnego charakteru, muszą być spełnione określone warunki. O zaistnieniu małżeństwa (jak i innych sakramentów) nie decyduje tylko widoczny wymiar liturgii, ale muszą jej towarzyszyć elementy formalne i prawne.

 

PRAWO

Pewien mężczyzna w dłuższej rozmowie wyznaje: „Dopiero kilka lat po ślubie dowiedziałem się, że ona już przed ślubem leczyła się z depresji. Poczułem się oszukany i wykorzystany”. Czy ich małżeństwo zostało ważnie zawarte? Można pokusić się o hipotezę, że nie. Jeśli małżeńska miłość opiera się na uczciwości (co sobie przyrzekają), to zatajenie istotnych treści, które mogą mieć wpływ na życie małżeńskie, może być przesłanką do zbadania, czy małżeństwo zostało ważnie zawarte. Przytoczony przykład może pomóc zrozumieć, na czym polega istota problemu. By małżeństwo zostało ważnie zawarte, musi opierać się przede wszystkim na świadomości, wolnej decyzji, uczciwości i dojrzałej miłości. Bóg błogosławi i przemienia to, co dobre we wzajemnej relacji, ale nie godzi się na kłamstwo lub zniewolenie.

 

Kodeks Prawa Kanonicznego (1055-1165) w sposób szczegółowy, w formie precyzyjnych określeń, podaje prawne regulacje dotyczące instytucji małżeństwa i jego zawarcia. Tam można znaleźć przyczyny, z powodu których małżeństwo mogło zostać nieważnie zawarte. Przepisy kanoniczne wskazują na przeszkody w zawarciu małżeństwa (np.: przyjęte wcześniej święcenia, wcześniejszy sakramentalny związek małżeński, zbyt młody wiek, niezdolność fizyczna do współżycia małżeńskiego) oraz wady zgody małżeńskiej (m. in.: choroba psychiczna, niezdolność do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich, podstępne wprowadzenie w błąd jednej strony przez drugą). Przytoczone prawne sformułowania może nie współbrzmią najlepiej z głęboką teologiczną refleksją na temat małżeństwa i miłości. Jednak normy prawne zostały sformułowane po to, by chronić tę „tajemnicę, kiedy dwoje staje się jednym ciałem” (por. Ef 5 31-32). Małżeństwo, które dzięki zbawczemu dziełu Jezusa Chrystusa stało się sakramentem, ma niesłychanie ważną misję do spełnienia w Kościele. Jak napisał Jan Paweł II w Liście do rodzin: „pierwszą i z wielu względów najważniejszą drogą Kościoła jest rodzina…”.

 

CO ZROBIĆ Z KRYZYSEM?

W długotrwałym konflikcie małżonkowie często wyrzucają sobie zranienia, kłamstwa, oskarżają się o brak miłości, czy nielojalność. Jednak pojawiające się trudne sytuacje powinny być traktowane jako czynnik mobilizujący do refleksji i większego zaangażowania w rozwiązanie problemu, a nie pretekst, by uciec z małżeństwa. Niedawno, w jednym z tekstów o przyczynach wzrastającej liczbie rozwodów, przeczytałem takie porównanie – małżeństwo jest podobne do fascynującej, ale niebezpiecznej wyprawy we dwoje w wysokie góry.

 

Mamy wspólnie jeden namiot, plecak, jedną latarkę, jeden nóż i razem musimy przejść niebezpieczny szlak. Gdy tobie się nie uda i spadniesz, to również ja stracę to, co jest niezbędne, żeby przeżyć. Musimy tak troszczyć się o siebie, abyśmy razem dotarli do celu, bo bez siebie zginiemy.

 

To pewien ideał. Jednak współcześnie małżeństwo bywa częściej traktowane jako coś, co ma być źródłem satysfakcji i sposobem na zaspokojenie potrzeb. Gdy związek przestaje być satysfakcjonujący, można „ewakuować się” z niego i szukać zadowolenia gdzieś indziej. Taka interpretacja pozwala zrozumieć przyczyny nietrwałości małżeńskich związków. Postawa bardziej kreatywna i wzmacniająca małżeńską miłość wyraża się zaangażowaniem i chęcią wspólnego rozwoju. A każdy rozwój ma momenty krytyczne, a czasami okresy stagnacji. Mimo że się go obawiamy, to kryzys pozwala wejść na dojrzalszy poziom wzajemnej więzi. Jeśli uda nam się znaleźć dojrzalszy sposób porozumienia, jesteśmy gotowi z czegoś zrezygnować dla wspólnego celu, to ta świadomość będzie w późniejszym okresie nas jednoczyła i wzmacniała wzajemne zaufanie.

 

POKUSY

Dynamika małżeńskiego życia jest bardzo bogata. Wiele się dzieje i dużo się zmienia. Małżeństwo, które trwa kilkanaście lat, doświadcza okresów radości, niepewności, napięcia, a także trudności. We wzajemnym byciu razem, może się zdarzyć, że ktoś będzie miał pokusę ucieczki, zwłaszcza gdy jest trudno. Częstą pokusą może być rezygnacja. W sytuacji, gdy trudno znaleźć dobre rozwiązanie, a uciążliwa sytuacja trwa przez dłuższy czas, po prostu chce się uciec.

 

W momencie kryzysu łatwo przyjąć myślenie: „odchodząc, mam szansę, że się coś zmieni.”. Niestety, samo odejście nie rozwiązuje problemu, a brak umiejętności potrzebnych do budowania dobrych relacji nie zostanie wypełniony.

 

Kiedyś młody mężczyzna uzasadnił swoje odejście od żony: „Skoro nie mogę się z nią dogadać, to może łatwiej mi będzie z kimś innym”. Wtedy nie rozumiał, że trudności w porozumieniu z żoną wynikają także z jego nieufności i trudności w wyrażaniu potrzeb. Samo odejście nie wystarczy do zmiany. Trzeba zmieniać siebie.

Podobnie jak wtedy, gdy za trudności obwinia się tylko druga stronę, nie zauważając dobrej woli, czy chęci do porozumienia u partnera. Łatwiej poradzić sobie z porażką, gdy nie muszę zaniżać własnej samooceny. Wtedy dominują sformułowania: „To wszystko przez ciebie”, „Zmieniłeś się po ślubie, po urodzeniu dziecka….”, „To twoja wina…”.

 

Warto w tych trudnych momentach poszukać wsparcia. To może być rozmowa z zaufaną osobą, czyjaś mediacja, a być może profesjonalna pomoc. Dobrze przeżyty kryzys może być początkiem ważnej zmiany.

 

WĄTPLIWOŚCI

Czasami zdarza się, że istniejące trudności, z którymi małżonkowie sobie nie radzą, stają się przesłanką do tego, by zbadać, czy małżeństwo zostało ważnie zawarte. Gdy małżeństwo sakramentalne się rozpada, jest to sytuacja dramatyczna. Na poziomie społecznym i emocjonalnym zostawia bardzo silną traumę. Równie dramatyczne jest cierpienie na poziomie duchowym. Poczucie skrzywdzenia, samotności, bywa wzmacniane zachwianą więzią z Bogiem. Przecież sakrament, który miał dawać siłę – stał się źródłem cierpienia. W relacji z Bogiem pojawiają się uczucia odrzucenia, zawodu lub niezrozumienia, zwłaszcza gdy jest się skrzywdzonym przez współmałżonka.

 

Kiedy nie ma szansy na odbudowanie małżeńskiej więzi (rozwód cywilny lub nowy związek partnera, posiadanie przez niego dzieci, czy inne sytuacje, na które nie mamy wpływu), dopiero wtedy warto przeanalizować podstawy swojego małżeństwa. W rozmowie z kapłanem, kierownikiem duchowym, można postawić pytanie: czy nie ma podstaw do tego, by sądzić, że nasze małżeństwo zostało nieważnie zawarte? Jasność, co do jego ważności lub nieważności może być szansą na uniknięcie moralnych i emocjonalnych pułapek, które stają się źródłem głębokiego cierpienia. Pomocy i rady można wtedy poszukać w sądzie biskupim, gdzie składa się niezbędne dokumenty i toczy się proces.

 

(Artykuł zamieszczono 2011-10-11)

 

 

 

Szum z Nieba nr 107/2011

 

Polecamy lekturę książki Patti Mansfield "Matka oczami matki. Magnificat".

Więcej - kliknij tutaj.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 10 czerwiec 2019 13:45
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Bogdan Kosztyła

psycholog, specjalista terapii małżeństw, mąż, ojciec czterech córek.

Najnowsze od Bogdan Kosztyła

Artykuły powiązane